Nie każdy będzie artystą

reportaz_8-(26-of-26)Gdybyśmy do tego płynu włożyli czysty papier, nic by się nie stało. Jednak na naszym materiale jest tak zwany obraz utajony i my musimy go ujawnić w wywoływaczu – mówi pan Jacek. Agnieszka, słucha go z uwagą, ale na jej twarzy maluje się niepewność. Obcowanie z fotografią tradycyjną na początku ma w sobie coś z alchemii, to połączenie na wpół niezrozumiałych recept chemicznych z wiedzą fizyczną, którego efektem jest najprawdziwsza magia. – Są różne wywoływacze – tłumaczy dalej pan Jacek, nie wiadomo który raz w życiu. – W zależności od filmu i wymaganego stężenia musimy dobrać do naszej pracy odpowiedni. Ten nazywa się R09, jest niemiecki i bardzo wygodny, bo jednorazowy.

Do pracowni fotograficznej Młodzieżowego Domu Kultury przy ulicy Kołłątaja 20 we Wrocławiu próbowaliśmy dostać się już wcześniej, kiedy w ogólnokrajowej prasie przeczytaliśmy, że można się tutaj wiele nauczyć o szlachetnych technikach fotograficznych. Niestety okazało się, że – zresztą zgodnie z nazwą placówki – jesteśmy już zbyt dorośli, aby móc uczestniczyć w zajęciach. Jednak teraz, w ramach przygotowywania reportaży do „Mostu ponad czasem”, nadarzyła nam się sposobność zagoszczenia w tym niezwykłym miejscu. Oczywiście natychmiast z niej skorzystaliśmy.

W czasach niepodzielnie królujących cyfrówek miejsca takie jak te niemal już nie istnieją. Zainteresowanie fotografią klasyczną zdecydowanie zmalało, wobec czego MDK musiał odpowiedzieć na pytanie, czy zmienić charakter pracowni. Na szczęście odpowiedź brzmiała: nie. Tradycja wygrała.

Nie bez kozery można mówić o Tradycji. Pracownię założyła w 1955 roku uznana nie tylko w Polsce, ale również na arenie międzynarodowej, Bożena Michalik, artystka fotograf, członkini słynnego Lwowskiego Towarzystwa Fotograficznego i współzałożycielka Wrocławskiego Towarzystwa Fotograficznego, a także grupy twórczej „Podwórko”. W 1995 roku Wiesław Śmigielski, fotograf i autor wielu znanych książek o sztuce fotografii, ściągnął do pracowni pana Jacka, który pozostał w niej do dziś i teraz to on jest za nią odpowiedzialny.

Kiedy w 1974 roku trafiłem do Wrocławia, pracownia była już znana – wspomina z sentymentem pan Jacek. Energicznie gestykulując, opowiada, jak wielkim zainteresowaniem cieszyły się kursy fotografii, gdy rozpoczynał pracę w MDK. – Dzisiaj jest trudniej, mniej chętnych – stwierdza pan Jacek. – Kiedy uczniowie dowiadują się, że na efekt trzeba poczekać, że trzeba się czegoś nauczyć, zrozumieć, wiedzieć co nieco o fizyce, świetle, optyce, potrafią się zniechęcić. – Ruchem głowy wskazuje na pracujących, młodych ludzi i dodaje: – Ci moi są wyjątkami.

Agnieszka stoi nad ciemniowym zlewem, obserwując, jak pan Jacek ustawia stoper w telefonie, wedle wskazań którego adeptka przystąpi do wywoływania swojego pierwszego filmu. – Teraz uważaj – poucza pan Jacek. – Przez pierwszą minutę musisz tak poruszać korexem (puszką do wywoływania filmów), aby wywoływacz na całym filmie równomiernie się rozprowadził. Potem co minutę robisz 2-3 ruchy i odstukujesz mocno, żeby pozbyć się piany. Jeśli nie będziemy tego robić, film może wywołać się w różny sposób na górze i na dole. Zaczynasz! Pan Jacek wychodzi, zostawiając Agnieszkę samą z jej zadaniem, ale po chwili słyszymy, że prosi Piotra, aby w razie potrzeby pomógł początkującej koleżance.

Piotr pochodzi z Częstochowy. Jeszcze w liceum zaczął robić zdjęcia lustrzanką. A kiedy przeprowadził się do Wrocławia na studia, postanowił, że zacznie zajmować się fotografią nieco poważniej niż dotychczas. Na pierwszym roku zorientował się, że nauka fotografii cyfrowej będzie kosztowna, nie miał też zamiaru rozpoczynać drugiego kierunku studiów na jednej z wrocławskich uczelni fotograficznych. Wtedy trafił do MDKu. – Przyszedłem jakoś wiosną – wspomina Piotr – już w trakcie semestru. Od razu mi się spodobało, ale nie było przyjęć i musiałem czekać. To było dwa i pół roku temu. Nadal fotografuję aparatem cyfrowym, zwłaszcza jeśli chodzi o zdjęcia użytkowe. Fotografia tradycyjna wymaga znacznie więcej pracy. W mieszkaniu nie mam ciemni, tym chętniej spędzam dużo czasu tutaj.

Za moich czasów – zaczyna opowiadać pan Jacek z porozumiewawczym uśmiechem: – podchodziliśmy do wiedzy, techniki i sprzętu niemal „na klęczkach”. Nie było wyższych szkół fotograficznych. Ciężko było o materiały edukacyjne, najczęściej radzieckie, gdzie najpierw trzeba było przerzucić strony z propagandą komunistyczną nim w ogóle docierało się do wnoszących coś tekstów. Mam całe zeszyty o pożółkłych stronach zapisanych tłumaczeniami i efektami własnych doświadczeń. Receptury, wskazówki, wiedza tak praktyczna, że aż dotykalna. Najsmutniejsze jest to, że dzisiaj coraz częściej, nawet jeśli podyktuję coś do zanotowania, muszę wciąż to powtarzać.

Ja zawsze mówię na wykładach – podejmuje pan Jacek – wy macie prawo nie wiedzieć, ale ja nie mogę. Nie zdarzyło mi się, żebym na zadane pytanie nie znalazł odpowiedzi. Wystarczy trochę pogłówkować, odwołać się do wiedzy, którą się już posiada, pomysłowości. Myślenie, analizowanie, to coś, czego chciałbym ich nauczyć – podsumowuje.

Agnieszka cierpliwie porusza korexem i co klika chwil zerka na zegar, czekając, aż upłynie czas potrzebny do wywołania filmu. – Tydzień temu byłam pierwszy raz – zwierza się. – Chodziłam do gimnazjum naprzeciwko i MDK był mi dobrze znany, przychodziłam tutaj na inne zajęcia. Teraz mam rok maturalny, nie wiem, gdzie pojadę na studia, więc pomyślałam, żeby wykorzystać, że jest takie miejsce we Wrocławiu. Nie jest drogo, a później nie wiem, czy będę mogła przychodzić. Do tej pory robiłam amatorsko zdjęcia cyfrowe, ale byłam też na obozie fotograficznym, czytałam książki. Jakąś styczność z fotografią miałam.

Oglądamy z zaciekawieniem całą pracownię, zaglądamy do każdego kąta dwóch ciemni, przeglądamy prace uczniów. – Zrobiliśmy dwa remonty pracowni – mówi pan Jacek. – Wszystkie powiększalniki zawijaliśmy w folię, wymienialiśmy linoleum, malowane były ściany. Teraz, jakby się przejść, to wiele mebli, przedmiotów jest moich. W domu już niepotrzebne, a w pracowni bardzo się przydają. Tutaj pół życia jest mojego. – Zamyśla się. – Wiecie, co to są przydasie? – Bierze do ręki niewielki moździerz. – Stoją tu wszędzie na półkach. To różne przedmioty, które raz na miesiąc, raz na rok, okazują się przydatne podczas fotografowania. Czy to jako część scenerii, czy do wyrabiania gumy arabskiej. – Stuka kilka razy tłuczkiem o dno naczynia szeroko uśmiechnięty.

Wszyscy gromadzą się nad korexem, z którego pan Jacek wyjmuje wywołaną, utrwaloną i wypłukaną błonę filmową. Czas zobaczyć, czy wszystko poszło zgodnie ze sztuką. – Film może nierównomiernie wysychać. – Rozpoczyna się kolejna część lekcji. – Mogą zostać zacieki, jest podatny na uszkodzenia mechaniczne, będzie się elektryzował, przyciągał kurz. Żeby równomiernie wyschnął, używamy roztworu Agetonu, pięć mililitrów na litr wody, wlewamy odczynnik do filmu, aby zmniejszyć napięcie powierzchniowe, i teraz wieszamy do szafy. Do dalszej pracy nad filmem będzie można wrócić po jego pełnym wyschnięciu, czyli dopiero za kilka godzin.

Kasia i Iza przygotowują w ciemni powiększalniki i kuwety z odczynnikami. Jak na grupę zaawansowaną przystało, czekają na nie nieco bardziej skomplikowane zadania. Tydzień temu, naniosły na kartki papieru i deseczki płynną emulsję fotograficzną. Dzisiaj na tych materiałach wykonają odbitki. Pomimo że dla laika brzmi bardzo profesjonalnie, dziewczyny wciąż czują, że są na początku swojej drogi.

Mam nadal problem z robieniem ludziom zdjęć – przyznaje się Iza. – Moi znajomi są bardzo mało cierpliwi, a ja jako początkujący fotograf potrzebuję nieco więcej czasu, zanim dojdę do tego, czego chcę. Podchodzenie do obcych też odpada. Ja czuję się nieswojo, a oni jeszcze bardziej. Ale Kasia robi już zdjęcia modelkom! – Szybko zmienia temat. – Na razie wychodzę w plener z ludźmi – prostuje Kasia. – Ale nie wiem, czy to jest to, co będę robić. Kiedy na wystawie w Berlinie oglądałam zdjęcia Helmuta Newtona, bardzo mi się podobało, ale na razie poszukuję, robię różne rzeczy. Moi znajomi wiedzą, że fotografuję analogowo. Jestem trochę dziwakiem w moim otoczeniu – śmieje się Kasia. – Nie dziwakiem, tylko jesteś wyjątkowa – oburza się pan Jacek. – Dzisiaj ludzie chcą być wyjątkiem – kwituje filozoficznie Piotr.

Tu już trochę ludzi wyszło spod mojej ręki. – Pan Jacek zamyśla się na chwilę i kontynuuje: – Polecieli gdzieś w świat. Mam z nimi kontakt na Facebooku, wiem, czy dostali się do szkoły fotograficznej czy filmowej. Raz na jakiś czas zdarza się miłe spotkanie z moimi wychowankami, a to na wernisażu, a to wpadają do pracowni.

– Uczę technik, których raczej nie użyjecie dzisiaj w zawodowej pracy – wyjaśnia pan Jacek. – Podstawy pracy w ciemni, rozlewanie emulsji, guma dwuchromianowa, fotografia otworkowa. Moim celem jest pokazanie, jakim bogatym medium artystycznym jest fotografia. Tutaj przychodzą młodzi ludzie i, umówmy się, jest bardzo mało czasu na wszystko, a oni czegoś szukają w swoim życiu. Ilu z nich zostanie artystami?

Pytanie zawisa w powietrzu.